- Jak dobrze Cię znów widzieć - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić, obejmując Rachel. Czułam się świetnie móc ją dotknąć i widzieć, tak naprawdę spadł mi z barków ogromny ciężar..sama nie wiem jak to określić, ale w pewien sposób byłam teraz szczęśliwa, na tyle ile mogłam w takiej sytuacji. Rachel odwzajemniła mój uścisk, po czym odsunęła się i cicho pociągnęła nosem.
- Co oni Ci zrobili ? - zmarszczyłam brwi, i zapytałam z przejęciem, miała siniaki na ramionach, drżały jej wargi i cała nienaturalnie się trzęsła.
- Musimy stąd jechać jak najszybciej, nie jesteś bezpieczna - szepnęła w moją stronę i zaciągnęła mnie w stronę samochodu. Byłam zupełnie zdezorientowana i przestraszona, co do cholery miało znaczyć, że JA nie jestem bezpieczna ? Przecież dopiero co ją uwolniliśmy, co ja miałam z tym wspólnego ?
- Co się tu dzieje Rachel ? - jęknęłam z nadzieją, że się zlituje i w końcu mi powie, jedyne czego teraz chciałam to problemy, miałam ich już sporo w życiu, co ja takiego zrobiłam, że Bóg mnie tak każe ? Dlaczego wybrał akurat mnie na swoją ofiarę ? Takie pytania mogłabym zadawać sobie całe wieki, ale myślę, że nie powinnam się teraz zagłębiać w rozmowy z samą sobą..to się powoli robiło dziwne, chodź od zawsze nie byłam zupełnie normalna, a z każdą sekundą mojego życia wariowałam bardziej.
- Nie mogę Ci teraz tego powiedzieć, porozmawiamy gdzieś indziej - odpowiedziała i w tym samym momencie otworzyła tylne drzwi auta, po czym wsiadła i zachęciła mnie ruchem ręki bym zrobiła to samo Wskoczyłam do auta i zatrzasnęłam drzwi, usłyszałam charkot odpalanego silnika i cichy pisk opon, Justin i Alex siedzieli z przodu w kompletnej ciszy, chyba nie mieli nic do powiedzenia. Czułam się naprawdę niekomfortowo, wszystko było nie jasne, a ta cisza frustrowała mnie jeszcze bardziej, Rachel zdawała się myśleć, po strachu nie było ani śladu teraz na jej twarzy widniało tylko zdenerwowanie i przejęcie, a może nawet troska ? Jazda zajęła nam mniej niż poprzednio, starałam się nie odzywać i poczekać na wyjaśnienia, nie ma co ukrywać jestem ciekawską osobą, a szczególnie wtedy kiedy chodzi o mnie. Ostatni odcinek jazdy też przesiedzieliśmy w ciszy, ale wyczuwałam napiętą atmosferę,czy oni wiedzą coś czego nie wiem ja? Irytujące. Auto wjechało na nasz podjazd, i szybko wszyscy wysiedliśmy z pojazdu, rządkiem pokierowaliśmy się do domu, ja weszłam jako pierwsza.
- A więc proszę wyjaśnijcie mi co jest nie tak - wydusiłam z siebie wypuszczając powoli powietrze, które zatrzymałam w płucach.
- Musisz wyjechać - szepnęła Rachel w moją stronę.
- Co ? Jak wyjechać, dlaczego ?
- Oni Cię szukają, to dlatego tak wyglądam, chcieli się dowiedzieć gdzie jesteś, mieli w zamiarze porwać Ciebie, a nie mnie. Nie mogę powiedzieć Ci teraz o co chodzi, ale musisz stąd jechać i to zaraz, Justin pojedzie z Tobą.
- Kurwa mać - w tym cały oszołomieniu tylko to mogłam teraz powiedzieć.
Moje życie to jeden wielki syf.
***
***
Justin's POV
Justin pojedzie z Tobą. Ehm, że co przepraszam ?
- Alex o co tu kurwa chodzi ? - zwróciłem się w jego stronę.
- Chodź, powiem Ci wszystko co musisz wiedzieć na zewnątrz. Opuściliśmy pomieszczenie zostawiając, Rachel i Emily same, które stały w odrętwieniu jedynie na siebie patrząc.
- A więc ? - starałem się dowiedzieć w jakie gówno mnie pląta jak najszybciej.
- Musisz zabrać stąd Emily, jest w pułapce ja nie mogę jechać mam tutaj sprawy i reszta chłopaków też, a Rachel nie da rady jej obronić, pojedziesz ? Spojrzał na mnie czekając na odpowiedź. Nie wiem co mnie czeka, ale może uda mi się przy okazji ją przelecieć, zawsze działałem na laski, jestem pewny siebie jeśli chodzi o kontakty z kobietami, ale ta dziewczyna w pewien sposób na mnie działała sam nie wiem jak, coś mnie jakby do niej ciągnęło. Boże co się ze mną dzieje..rozczulasz się chłopie.
- Okej, ile ma to potrwać ?- zapytałem.
- Sam nie wiem, musimy oczyścić sytuację w Stratford, najbezpieczniej będzie w Toronto, nie za daleko nie za blisko, najlepiej będzie jak pojedziecie za około 8.
Dopiero teraz zauważyłem że zaczęło świtać, słońce powoli wynurzało się, a księżyc był już u kresu, wszystko powoli budziło się do życia, wyjąłem papierosa, zapaliłem i puściłem kółko wchodząc z powrotem do pomieszczenia.
Zapowiada się ciekawie.
Emily's POV
Moje życie nie jest normalne, zdecydowanie teraz nawet w to nie wątpię, muszę uciekać jak w jakimś cholernym filmie akcji, a do tego muszę jechać z chłopakiem do którego nie mam ani kszty zaufania, choć cieszyła mnie wizja spędzenia z nim trochę czasu. Boże, świrujesz. Głos w mojej głowie zapewne się nie mylił, bałam się go ale jednocześnie mnie intrygował..haha wchodzisz coraz głębiej w otchłań wiedząc co może się wydarzyć. Już ześwirowałam całkowicie.- O której mamy wyjechać ? - zapytałam Rachel, która siedziała na przeciwko mnie, bawiąc się rogiem swojej koszuli.
- Najlepiej będzie jeśli zrobicie to jak najszybciej, około 8 - wyszeptała.
- Boję się Rachel.
- Wiem Emy, ja też się boję, ale musisz to zrobić tak będzie najbezpieczniej - powiedziała spuszczając wzrok z powrotem na rąbek koszuli i dalej się bawiąc - idź się spakować.
Wstałam biegnąc truchtem przez pokój, ale usłyszałam szepty pochodzące sprzed domu, stanęłam by posłuchać o czym rozmawiają. Najbezpieczniej będzie w Toronto. Okej czyli już wiem gdzie jadę. Marszcząc brwi po prostu udałam się na górę, wchodząc po schodach oswajałam się z myślą, że długo może mnie tu nie być, ale o tym starałam się teraz nie myśleć. Weszłam przez moje białe drzwi do pokoju, od razu owionął mnie chłód, no cóż okno było całą noc otwarte, więc mogłam się tego spodziewać. Jedyne co chciałam teraz zrobić, to wziąć gorącą kąpiel, i wejść pod moją lawendową kołdrę,ale to by było zbyt piękne, teraz muszę uciekać przed grupą bandytów, świetnie. Ahh..westchnęłam spojrzawszy na biały nocny stolik, z fioletową lampą, budzikiem który wskazywał 5.45 am i pięknie zdobioną brązową stosunkowo dużą ramką, w której widniało zdjęcie całej mojej rodziny, ja, Rachel, mama i tata. Wzięłam zdjęcie i przycisnęłam do siebie.
- Tato gdybyś tylko tu był..wszystko wyglądało by inaczej - jedna łza wypłynęła z mojego oka, a w tym samym czasie ktoś zapukał do moich drzwi.
- Mogę wejść ? - usłyszałam znany mi już męski, cudowny głos.
- Jasne - odparłam, szybko wycierając łzę, by nie było widać, że płaczę.
Justin pojedzie z Tobą. Ehm, że co przepraszam ?
- Alex o co tu kurwa chodzi ? - zwróciłem się w jego stronę.
- Chodź, powiem Ci wszystko co musisz wiedzieć na zewnątrz. Opuściliśmy pomieszczenie zostawiając, Rachel i Emily same, które stały w odrętwieniu jedynie na siebie patrząc.
- A więc ? - starałem się dowiedzieć w jakie gówno mnie pląta jak najszybciej.
- Musisz zabrać stąd Emily, jest w pułapce ja nie mogę jechać mam tutaj sprawy i reszta chłopaków też, a Rachel nie da rady jej obronić, pojedziesz ? Spojrzał na mnie czekając na odpowiedź. Nie wiem co mnie czeka, ale może uda mi się przy okazji ją przelecieć, zawsze działałem na laski, jestem pewny siebie jeśli chodzi o kontakty z kobietami, ale ta dziewczyna w pewien sposób na mnie działała sam nie wiem jak, coś mnie jakby do niej ciągnęło. Boże co się ze mną dzieje..rozczulasz się chłopie.
- Okej, ile ma to potrwać ?- zapytałem.
- Sam nie wiem, musimy oczyścić sytuację w Stratford, najbezpieczniej będzie w Toronto, nie za daleko nie za blisko, najlepiej będzie jak pojedziecie za około 8.
Dopiero teraz zauważyłem że zaczęło świtać, słońce powoli wynurzało się, a księżyc był już u kresu, wszystko powoli budziło się do życia, wyjąłem papierosa, zapaliłem i puściłem kółko wchodząc z powrotem do pomieszczenia.
Zapowiada się ciekawie.
Emily's POV
Moje życie nie jest normalne, zdecydowanie teraz nawet w to nie wątpię, muszę uciekać jak w jakimś cholernym filmie akcji, a do tego muszę jechać z chłopakiem do którego nie mam ani kszty zaufania, choć cieszyła mnie wizja spędzenia z nim trochę czasu. Boże, świrujesz. Głos w mojej głowie zapewne się nie mylił, bałam się go ale jednocześnie mnie intrygował..haha wchodzisz coraz głębiej w otchłań wiedząc co może się wydarzyć. Już ześwirowałam całkowicie.- O której mamy wyjechać ? - zapytałam Rachel, która siedziała na przeciwko mnie, bawiąc się rogiem swojej koszuli.
- Najlepiej będzie jeśli zrobicie to jak najszybciej, około 8 - wyszeptała.
- Boję się Rachel.
- Wiem Emy, ja też się boję, ale musisz to zrobić tak będzie najbezpieczniej - powiedziała spuszczając wzrok z powrotem na rąbek koszuli i dalej się bawiąc - idź się spakować.
Wstałam biegnąc truchtem przez pokój, ale usłyszałam szepty pochodzące sprzed domu, stanęłam by posłuchać o czym rozmawiają. Najbezpieczniej będzie w Toronto. Okej czyli już wiem gdzie jadę. Marszcząc brwi po prostu udałam się na górę, wchodząc po schodach oswajałam się z myślą, że długo może mnie tu nie być, ale o tym starałam się teraz nie myśleć. Weszłam przez moje białe drzwi do pokoju, od razu owionął mnie chłód, no cóż okno było całą noc otwarte, więc mogłam się tego spodziewać. Jedyne co chciałam teraz zrobić, to wziąć gorącą kąpiel, i wejść pod moją lawendową kołdrę,ale to by było zbyt piękne, teraz muszę uciekać przed grupą bandytów, świetnie. Ahh..westchnęłam spojrzawszy na biały nocny stolik, z fioletową lampą, budzikiem który wskazywał 5.45 am i pięknie zdobioną brązową stosunkowo dużą ramką, w której widniało zdjęcie całej mojej rodziny, ja, Rachel, mama i tata. Wzięłam zdjęcie i przycisnęłam do siebie.
- Tato gdybyś tylko tu był..wszystko wyglądało by inaczej - jedna łza wypłynęła z mojego oka, a w tym samym czasie ktoś zapukał do moich drzwi.
- Mogę wejść ? - usłyszałam znany mi już męski, cudowny głos.
- Jasne - odparłam, szybko wycierając łzę, by nie było widać, że płaczę.
***
Jest 5 mam nadzieję, że się spodoba + wiem, że krótkie są, ale nie oceniajcie mnie haha.
Jeśli czytasz to zostaw proszę komentarz pod rozdziałem :) dziękuje za coraz więcej wyświetleń, kocham moich czytelników #muchlove
@Danger_Loverr
Jest 5 mam nadzieję, że się spodoba + wiem, że krótkie są, ale nie oceniajcie mnie haha.
Jeśli czytasz to zostaw proszę komentarz pod rozdziałem :) dziękuje za coraz więcej wyświetleń, kocham moich czytelników #muchlove
@Danger_Loverr
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz