sobota, 25 maja 2013

Rozdział 4

Emily's POV
- Jus, przed chwilą dostałem sms'a, ten chuj ją tam trzyma, zabiję go jak tylko tam wejdę..a może nawet szybciej ! - ledwo to usłyszałam zanim zorientowałam się, że zasnęłam w samochodzie Alex'a.
- Co się dzieje, gdzie jesteśmy ? - zapytałam, uświadamiając sobie, że moja siostra jest gdzieś więziona, a ja sobie ucinam drzemki w samochodzie obcych dla mnie ludzi.CUDOWNIE.
- Jesteśmy w drodze do siedziby pewnego gangu sądzę, że tam możemy znaleźć Rachel - wyszeptał przez zaciśnięte zęby. Nie musiałam odpowiadać, by wiedział, że przyjęłam to do wiadomości. Dopiero teraz wróciło do mnie wspomnienie sprzed kilku minut, że przerwałam im rozmowę, co prawda usłyszałam tylko jedno zdanie, ale wiedziałam, że Alex mówił o Rachel, wyglądał na twardego faceta, ale chyba naprawdę kochał moją siostrę, bo kiedy była mowa o niej jego głos zmieniał się momentalnie, a twarz robiła się lżejsza ale to zmieniało faktu, że miał mocne rysy twarzy, ciemne prawie czarne oczy i włosy koloru ciemnego blondu, był przystojny, ale był zupełnym przeciwieństwem Justina, dopełniali się na swój własny sposób, przez cały mój pobyt obaj nie uśmiechali się za bardzo może to ich łączyło, ale co ja tam wiem nie znam ich..wcale. Z moich własnych rozmyślań rozbudził mnie głęboki głos, osoby siedzącej obok.
- Wszystko w porządku ? - zapytał chłopak, na którego momentalnie spojrzałam, był środek nocy, a księżyc zbliżał się ku dołowi, oświetlał połowę jego twarzy.. była nieskazitelna, miliony dziewczyn mogły by mu zazdrościć takiej gładkiej cery. O czym ty myślisz w takich sytuacjach ? Musisz się ogarnąć, jesteś niemądrą Emy. Odezwał się głos w mojej głowie który z pewnością miał rację, powinnam przestać myśleć o takich rzeczach w takich chwilach, jestem totalnie bez serca.  Zauważyłam,że chłopak wpatruje się we mnie wyraźnie czekając na odpowiedź, nie mogłam odgadnąć w jaki sposób się we mnie wpatrywał, wyglądał jakby czegoś szukał, ale czego ? Przestałam zwlekać z odpowiedzią.
- Niestety nie, mojej siostry tu nie ma, a ja jeżdżę w obcym aucie z obcymi ludźmi w środku nocy po lesie..nic nie jest w porządku - westchnęłam chowając twarz za swoje włosy które teraz opadały tak, że Justin nie mógł, zobaczyć wyrazu mojej twarzy, nie miałam zamiaru pokazywać, swoich słabości przed ludźmi których nie znałam, a co najważniejsze nie wiedziałam do czego są zdolni..wszystko co robią może być tylko pozorami. Choć nie wiem, może jestem po prostu przewrażliwiona, wszystko mi się już plączę, chce znaleźć siostrę i skończyć to czego nie nazwała bym najlepszym wieczorem mojego życia.
- Ehm, tak to chyba było głupie pytani - odpowiedział drapiąc się w kark, ucichł. Resztę drogi która wydawała się dla mnie wiecznością spędziliśmy w ciszy. Po jakichś pięciu minutach cichej jazdy samochód się zatrzymał, spojrzałam na leśną drogę na której po dwóch stronach widniały polanki, na jednej z nich stał nie duży magazyn, a po drugiej stronie jakiś budynek, było ciemno ale dało zauważyć się powybijane szyby w magazynie, co ułatwił mi jeszcze księżyc, nie było na ścianie wolnego miejsca, wszystkie wymazane były różnego rodzaju graffiti. Cały czas modliłam się by moja siostra była cała i zdrowa, tylko tego pragnęłam.
- Alex, widzisz to małe okno nad ziemią przysłonięte kratami ? - zapytał Justin szeptem.
- Widzę, co z nim ? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Sądzę, że ona tam jest, bo gdzie indziej mieli by ją trzymać, stamtąd przecież nie ma drogi wyjścia, kraty i ta dalej - szeptał dalej Justin
- Masz rację, dziś nie myślę trzeźwo - powiedział potrząsając głową Alex.
- Halo, a co ja mam robić ? - zapytałam w końcu próbując się na coś przydać, nigdy nie lubiłam siedzieć z założonymi rękoma i czekać na cud.
- Najlepiej będziesz jak zostaniesz w aucie - wskazując na auto prawą ręką, bo w lewej trzymał jakąś torbę, dał mi do zrozumienia, że naprawdę tego chce
- Haha - zaśmiałam się gorzko - Naprawdę myślisz, że zostanę w samochodzie w środku lasu dodatkowo nie wiedząc co się dzieję ? - zapytałam z jakby miał pięć głów.
- Miałem taką nadzieję - mruknął z nadzieją, że nie usłyszę.
- Czekam lepiej powiedzcie co mam robić, bo sama zaraz coś zrobię..proszę - spojrzałam na nich z nadzieją, ze dadzą spokój i spełnią moją jedną cholerną prośbę, miałam też nadzieję, że szybko znajdę siostrę..całą i zdrową. Nadzieja..kiedyś tylko nią żyłam, miałam nadzieję na to że tata wróci, w końcu ona umarła, miałam nadzieję, że moja mama nie wyjdzie za innego człowieka, moje nadzieje nie specjalnie się spełniały. Mam tylko nadzieję, ze tym razem los sprawi, że moja nadzieja na to że mojej siostrze nic nie jest będzie prawdziwa, że będę mogła ją przytulić i zabrać do domu, może wszystko wróci do normy. W miarę możliwości, jeśli nasze życie w jakiejś mierze można nazwać normalnym.
'Nadzieja umiera ostatnia'
***
Justin's POV
- Tam jest drabina, dach nie jest stromy sądzę, że komin prowadzi do piwnicy może spróbuj tamtędy, ja wezmę Emily ze sobą, raczej z nią dużo nie zdziałamy jeśli miałbym tam pójść z Tobą staniemy przy drzwiach, będziemy tam stać i pilnować by nikt nie szedł. Emily siedziała spoglądając co jakiś czas na nas, była oparta o maskę samochodu, była zagubiona, ale strasznie uparta, muszę wlec ją ze sobą, no nic wystarczy tego monologu.Poszliśmy w stronę małego okienka schyleni by nie było nas widać z okna, Alex poszedł przodem i spojrzał przez jedną z krat, nie wiem co tam zobaczył, ale od razu zauważyłem jak zaciska zęby i stara się nie rozwalić tych krat zwykłymi dłońmi, wiedziałem do czego jest zdolny widząc coś co mu się nie podoba, z pewnością Rachel tam była.
- Zabije tego skurwysyna jak nic, będzie błagał o litość plując i krztusząc się własną krwią - warknął przez zaciśnięte zęby po czym pobiegł w stronę drabiny i próbując nie hałasować wszedł, pytając mnie czy mężczyzna który był w pomieszczeniu z Rachel wyszedł, lub nie patrzy w stronę wejścia komina, spojrzałem przez lukę miedzy kratami, i zobaczyłem drobną dziewczynę, przywiązaną do betonowej kolumny, ledwo się ruszała, nie mogłem dostrzec z bliska jej twarzy, ale widziałem, że ma spuchnięte wargi, i trzęsie się z zimna, potworny widok, mimo, ze widziałem już kilka razy coś takiego, nie dało się do tego przyzwyczaić. Zauważyłem, że mężczyzna wychodzi z pomieszczenia zostawiając dziewczynę samą, próbowała się uwolnić, ale bezskutecznie.
- Wyszedł możesz iść - krzyknąłem jak najciszej, ale tak by dało się mnie usłyszeć z takiej odległości jaką dzieliliśmy.
- Okej schodzę na dół, ukryjcie się gdzieś i sprawdzaj czy nikt nie wchodzi - powiedział stanowczo Alex
- Idę - odkrzyknąłem. Odwróciłem się by wziąć Emily w drugą stronę gdzieś gdzie będę mógł obserwować czy nikt nie idzie z daleka, nie chciałem też by patrzyła, jeszcze tego mi brakowało by zaczęła histeryzować, a ja bym musiał ją uspokajać, na to nie mogę pozwolić.
- Chodź - szepnąłem w jej stronę, podając dłoń by pomóc jej wstać. Bez słowa podała mi dłoń i poszła ze mną schować się za dużymi krzakami, była ode mnie oddalona jakby się bała, ech kobiety, przewróciłem oczami.
- Przysuń się bliżej, bo nas jeszcze zobaczą, musimy być ostrożni nie bój się nie gryzę - powiedziałem patrząc na odległość która nas dzieliła. Przysunęła się bliżej, ale nadal zachowując dystans. Lepiej dam jej już spokój. Tak to dobry pomysł Justin i nie plącz się w jej problemy, tak będzie najlepiej. Kiedy tak rozmawiałem ze sobą w głowie, usłyszałem huk broni i kobiecy krzyk. Emily się wstrząsnęła i łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
- Co do cholery.. - szepnąłem do siebie, ciągnąc za końcówki włosów
- Co się tam stało ? - zapytała przerywając szlochanie - Słyszałam moją siostrę..muszę tam iść !
- Nie. Zostajesz - odpowiedziałem stanowczo. - Pójdę sprawdzić. Kiedy właśnie miałem się wychylić i wstać, drzwiami plecami do mnie wyszedł napakowany facet trzymający podniesione do góry dłonie, zaraz za nim wyszedł mój brat, a tuż za nim wystraszona i zapłakana Rachel.
- O boże tam jest Rachel - szepnęła Emily i wznowiła cichy szloch. Kiedy spojrzałem z powrotem na faceta który stał do mnie tyłem, zauważyłem, że wyciąga broń z kabury. Zareagowałem w mgnieniu oka, bo wiedziałem do czego to prowadzi, przebiegłem krótki dystans, gdy gbur zaczynał się obracać, ale zdążyłem uderzyć go w potylicę i padł na ziemię, bez cienia ruchu. Nie, nie zabiłem go, ale ogłuszyłem.
- Justin nie możesz tak ryzykować do cholery, pojebało Cię ?! Ale nie to jest teraz ważne, musimy stąd jechać jak najszybciej zanim ten skurwiel się obudzi, nie mam teraz czasu na zabijanie i ukrywanie ciała, ale zapłaci za to co zrobił - warknął zdenerwowany.Zauważyłem, że przebiegła obok mnie sylwetka, i zobaczyłem jak Emily podbiegła do Rachel, przytulajac ją, na co druga natychmiast zareagowała i przytuliła ją z takim samym oddaniem.
- Jak dobrze Cię znów widzieć - wyszeptała Emily na tyle głośno, że zdołałem usłyszeć.
***
I jest 4 rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli czytasz zostaw proszę komentarz pod rozdziałem :)) Możecie pisać na tt: @Danger_Loverr

1 komentarz:

  1. Cudowny, tylko szkoda że tak od razu ją znaleźli. Mogłaś nas jeszcze chwile potrzymać w niepewności. Ale i tak piszesz super *.* ! Czekam na nn !

    OdpowiedzUsuń